foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Okręg Warszawski Obozu Wielkiej Polski (OWP) na czele z kol. Zbigniewem Bilskim wziął udział w uroczystościach na ul. Namysłowskiej 6, czyli na miejscu dawnego więzienia śledczego "Toledo". Po samym budynku pozostał już tylko mur i pomnik poświęcony ofiarom represji.

 

 

Uroczystości ku czci Żołnierzy Niezłomnych rozpoczęła kaskaderska wręcz inscenizacja w wykonaniu Grupy Historycznej Niepodległość. Wartę zaciągnęły grupy rekonstrukcyjne – GH Niepodległość i GH Zgrupowania Radosław. Spotkanie prowadził p. Sławomir Wojdat. P. Witalis Skorupka były więzień „Toledo”, skazany w tzw. kiblowej, bo zaledwie 30 – minutowej, rozprawie na karę śmierci, w żywiołowym wystąpieniu przywołał historię płk. Janczara, legionisty, inspektora 8 Dywizji AK powieszonego w tym miejscu na zachowanym jeszcze między budynkami drzewie. P. Witalis mówił, że karę śmierci wykonywano tu przez powieszenie lub strzał w tył głowy. Niektóre ciała skazańców zakopywano na miejscu, a ich kości wykopywano podczas budowy nowych domów, które stoją teraz na miejscu więzienia. Były więzień ubolewał, że do tej pory nie można było umieścić tu tablic z nazwiskami ofiar „Toleda”.

Po panu Skorupce głos zabierały jeszcze inne osoby, m.in. p. Anna Szczepanowska – uczestniczka Powstania Warszawskiego i kol. Jacek Wójcikiewicz - prezes warszawsko-praskiego Polskiego Związku Katolicko-Społecznego (PZKS), który reprezentował również OWP oraz Ligę Narodową. W swoim przemówieniu kol. Wójcikiewicz powołał się na list okolicznościowy przesłany przez prezesa Ligi Narodowej - kol. Zbigniewa Lipińskiego. Kwiaty pod pomnikiem złożyli przedstawiciele Prawicy Rzeczypospolitej, Inicjatywy Mieszkańców Pragi, PIS Praga Północ, Kombatanci i Związek Stowarzyszeń Praskich.

Biuro Prasowe OWP

 

Wystąpienie w dn. 1 marca z okazji Święta Żołnierzy Wyklętych

Stoimy dziś przed pomnikiem tych, którzy nie pogodzili się z narzuconym przez obcych ustrojem i zależnością od Związku Sowieckiego. Postanowili walczyć o Polskę rzeczywiście niepodległą z bronią w ręku. Na ten i inne dziś stawiane pomniki pomordowani i polegli żołnierze II Konspiracji czekali prawie trzy czwarte wieku. Los nie oszczędził im niczego: beznadziejności walki z reżimem komunistycznym, tortur w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa, w końcu śmierci od kuli w tył głowy lub na szubienicy. Odbierano im nie tylko życie, ale i cześć oskarżając o współpracę z Niemcami w czasie okupacji. A gdy już komuniści rozprawili się z podziemiem, skazali ich na zapomnienie. To był jakby następny wyrok. Ci którym darowano życie wychodzili z więzień ze zrujnowanym zdrowiem, a potem zepchnięto ich na margines społeczny. Również ich dzieci miały utrudniony start na studia i w życie zawodowe. Za swoją postawę zapłacili więc cenę najwyższą z możliwych.

Nawet wielu z tych, którzy skorzystali z tzw. amnestii i złożyli broń, po pewnym czasie trafiali do UB i więzień pod absurdalnymi zarzutami szpiegostwa lub przygotowań do obalenia władzy „ludowej”. Toteż część z nich wracała do lasu. Ze szczególną zaciekłością ścigano konspirację zgrupowaną w NSZ, NOW, NZW i innych ugrupowaniach powołujących się na tradycję obozu narodowego.

Należy tu wskazać dwie grupy odpowiedzialne za ich tragiczny i krwawy los. Pierwsza to ówczesne władze, a nade wszystko aparat bezpieki, nie tylko komunistyczny, ale i zdominowany przez ludzi pochodzenia niepolskiego, którzy postanowili wyeliminować polskich patriotów, szczególnie wywodzących się z obozu narodowego. Dokonano więc zbrodni na polskich patriotach. Jest jednak i druga grupa, przebywająca na emigracji. Łudziła ona polskie podziemie antykomunistyczne interwencją polityczną lub zbrojną państw zachodnich, co stanowiło nie tylko głupotę, ale i zbrodniczą nieodpowiedzialność. Los Polski przypieczętował bowiem Zachód w ścisłym porozumieniu ze Stalinem pod koniec II Wojny. Zdawali sobie z tego sprawę inni politycy emigracyjni, że wspomnę choćby Adama Doboszyńskiego, który wrócił do kraju tylko w jednym celu, aby przekonać o beznadziejności walki zbrojnej z komunistami i potrzebie rozwiązania partyzantki antykomunistycznej. Podobne poglądy wyznawał gen. August Emil Fieldorf. Obaj po torturach i sfingowanych procesach zostali straceni.

Jest gorzką ironią historii, że oprawcy żołnierzy II Konspiracji oraz ci którzy ich skazywali dożyli lub dożywają swoich lat na sutych emeryturach wypłacanych również przez III Rzeczpospolitą. Z reguły uniknęli oni odpowiedzialności sądowej, wszczynane sporadycznie śledztwa ciągnęły się w nieskończoność, a wydawane niekiedy wyroki są śmiesznie nieproporcjonalne do popełnionych zbrodni. Co więcej, stawiane im zarzuty są często kwitowane zarzutem „polskiego antysemityzmu”.

Oddajmy dziś cześć partyzantom antykomunistycznego podziemia za ich patriotyzm, odwagę i częstokroć męczeńską śmierć.

Przywrócenie pamięci i czci jednak nie wystarczą. Pozostawili bowiem nam testament, który nazywa się Polska Niepodległa. Testament ten jednak czeka na wykonanie. Dziś bowiem Polska utraciła niepodległość na rzecz Zachodu i międzynarodowego kapitału. I z tej niewoli musimy się wydobyć – nie drogą walki zbrojnej, ale polityczną mądrością, której oby nam nie zabrakło.

Komentarze obsługiwane przez CComment

Ludzie chcą kierować losami Polski, a nie mogą się zdobyć dla niej na tyle poświęcenia, żeby się czegoś nauczyć, żeby jej położenie zrozumieć, żeby głębiej zastanowić się nad wartością tego, co jej starają się narzucić. I później mówi się: "Ależ oni jak najlepiej chcieli."
Roman Dmowski