foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Na "linii" współpracy włodarza gminy i dyrektora Zespołu Szkół w Baborowie iskrzy od kilku miesięcy. Podczas obradowania doraźnej komisji rady miejskiej w sprawie opracowania strategii oświaty w gminie Baborów, doszło do burzliwej wymiany zdań pomiędzy zaproszonymi gośćmi. W roli adwersarzy wystąpili: Elżbieta Kielska - dyrektor Zespołu Szkół w Baborowie i Dominik Konieczny - zastępca burmistrza. Emocjonalny dialog zakończył się łzami i opuszczeniem zebrania przez dyrektorkę. Elżbieta Kielska wychodząc z sali oświadczyła, że domaga się opublikowania tego problemu w tygodniku „Echo Gmin”.

 


Wyznania dyrektorki
            W 1901 roku władze pruskie, chcąc przyspieszyć ślamazarnie - ich zdaniem - przebiegającą germanizację, nakazały zaprzestania modlenia się w szkołach w języku polskim: uczniowie mieli odmawiać "Ojcze nasz" po niemiecku. Wiemy, co z tego wynikło: bohaterski bunt dzieci, ale i ukaranie rodziców więzieniem i grzywnami.

 

             Pod koniec kwietnia tego roku, w okresie, w którym planuje się już kolejny rok szkolny, nowo powołany wówczas wiceburmistrz gminy Baborów zapytał mnie - dyrektora Zespołu Szkół w Baborowie - ilu uczniów Zespołu Szkół w Baborowie uczy się języka niemieckiego jako języka ojczystego Odpowiedzialam - że żaden, ponieważ nigdy, ze strony rodziców, nie wpłynęła do mnie deklaracja woli nauczania ich dziecka języka niemieckiego dla podtrzymania tożsamości niemieckiej. Stwierdziłam również, ze na najbliższym zebraniu z rodzicami przypomnę zasady nauczania j. niemieckiego jako języka mniejszości narodowej i być może deklaracje wpłyną. Na to wiceburmistrz stwierdził, że powinnam tak przedstawić te zasady, by rodzice wszystkich uczniów, którzy uczyli się j. niemieckiego jako języka obcego złożyli deklaracje. Bardzo zaskoczona zapytałam, czy mam kłamać?, wprowadzić w błąd?   
            Podczas nauczania języka niemieckiego jako ojczystego, w uczniach, zgodnie z przepisami oświatowymi, należy m.in. rozwijać zainteresowanie językiem jako składnikiem ich niemieckiego dziedzictwa kulturowego, umożliwić im poznanie kraju ojczystego (Niemiec) i pogłębianie więzi uczuciowej z nim.
            Podczas nauczania języka niemieckiego jako obcego, głównie należy uczniów nauczyć posługiwania się tym językiem, jego zasad gramatycznych. Cele nauczania języka niemieckiego jako obcego oraz jako ojczystego są zasadniczo różne, pierwsze kierowane są do Polaków, drugie - do Niemców. Czy można nie wyjaśnić tych różnic rodzicom, przekazując tylko (jak chciał wiceburmistrz): żeby jeżeli chcą, by ich dzieci uczyły się j. niemieckiego, niech podpiszą deklaracje ? (!!!).

            Cóż można poczuć, słuchając takich nakazów? Jestem Polką, dyrektorem polskiej szkoły, mam dbać, by dzieci narodowości polskiej nauczać miłości do kraju (wolnego!) w którym żyją, że są najpierw Polakami, a później europejczykami, mieszkańcami Ziemi. Mam również zadbać, by uczniowie, których rodzice złożą wspomniane deklaracje, mieli prawidłowo zorganizowane to nauczanie. Takich deklaracji nigdy nie otrzymałam, pomimo rozmów z rodzicami, udostępnienia druków deklaracji, rozmów informacyjnych z przedstawicielami Mniejszości Niemieckiej w gminie, którzy mają prawo domagać się takiego sposobu nauczania członków ich społeczności. I niech prawo będzie stosowane!     

             Oczywiście odmówilam wiceburmistrzowi. Ale na tym się nie skończyło. Przez kolejne miesiące władze naszej gminy nękały mnie, żądając zebrania co najmniej 200 deklaracji (podczas spisu powszechnego tylko kilka procent mieszkańców gminy Baborów zadeklarowało przynależność do Mniejszości Niemieckiej) tłumacząc, że subwencja oświatowa zwiększy się wtedy o ok. milion złotych, co pozwoliłoby biednej gminie nie ponosić kosztów własnych związanych z utrzymaniem szkoły, a jeszcze - jak dodawano - wyremontować z tego drogi gminne. Rozumiem determinację burmistrza rządzącego gminą, znajdującą się w trudnej sytuacji finansowej, ale nie można nieprawnie wyłudzić dodatkowej subwencji i do tego zniemczać dzieci polskich! Sytuacja trwa nadał, ciągle słyszę z ust władz gminy: "działa Pani obstrukcyjnie, a moglibyśmy mieć milion złotych (...), co to szkodzi, - niemiecki to niemiecki".

 

Mój ojciec pochodzi z rodziny o czysto niemieckich korzeniach, mama o polskich, co pozwala mi być osobą tolerancyjną, dążącą do jak najlepszych stosunków miedzy przedstawicielami różnych narodowości i kultur.
Niedawno obchodziliśmy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Podczas uroczystego apelu ze wzruszeniem słuchaliśmy słów kombatantów o tym, jak walczyli, by Polacy nie musieli (chyba, że sami tego chcą!) mówić po niemiecku czy rosyjsku.

 

Szanuję prawo mniejszości narodowych do nauczania podtrzymującego ich tożsamość. Ale wszystko musi odbywać się zgodnie z prawem.

Opinie członków komisji
           Na posiedzeniu komisji, ale już bez udziału p. Elżbiety Kielskiej, zastępca burmistrza Dominik Konieczny powiedział: Do niczego nie zmuszałem, ani nie nakłaniałem dyrektorki.  Przedstawiłem jedynie możliwość w jaki sposób gmina może otrzymywać większą kwotę subwencji oświatowej. Sa gminy, w których tak funkcjonuje oświata i nie widzę w tym żadnych kombinacji. Po wyjaśnieniach wiceburmistrza radny Jan Jasion powiedział: Jeżeli jest taka możliwość, to dlaczego z niej nie skorzystać?
Odmiennego zdania był radny Andrzej Kanas mówiąc: Wzruszyłem się patriotycznym wystąpieniem dyrektorki i podzielam jej zdanie. Jeżeli rodzice nie wyszli z taką propozycją, to dla mnie temat jest zakończony. W moim odczuciu takie praktyki są rozmyślnym naginaniem prawa. Pozostali członkowie komisji nie wypowiedzieli się w przedmiotowej sprawie.

(Echa Gmin, nr 48)

Jesteśmy pełni podziwu i szczerego uznania dla pani dyrektorki ZS w Baborowie.
Jest czymś niedopuszczalnym, ażeby naginać prawo poprzez nauczanie dzieci o Polskich korzeniach j. niemieckiego jako ojczystego - a z tego powodu, otrzymywać na to przysługujące, dodatkowe, subwencje.
Cel, nie uświęca środków. 
Nawet jeśli rozważyć taką opcję, jak słusznie mówi p. dyrektor Elżbieta Kielska - za cenę dodatkowych subwencji, dzieci rodowicie Polskie, musiałyby uczyć się oprócz gramatyki j. niemieckiego, kultury, obyczajów - wszystkiego co niemieckie. Różnica pomiędzy lekcjami j. obcego a ojczystego jest oczywista. Jeśli doszłoby do realizacji planów rządzących gminą, mielibyśmy nic innego jak germanizacje. Co gorsza, z własnej inicjatywy. Kiedyś, broniliśmy się przed tym aby nie narzucano nam siłą obcych wpływów, języków, a dziś mielibyśmy sami to czynić?
Więc po co by walczyli nasi przodkowie? Jaki byłby ich sens poświęcenia, krwi, skoro potem sami podniesiemy na siebie ten miecz, jakim jest (w tym przypadku) germanizacja?
Na szczęście miło jest słyszeć, że są jeszcze nauczyciele naprawdę z powołania. Stojący na straży Polskiej Oświaty, poczuwający się do odpowiedzialności za wpojone uczniom zasady, idee narodowe.
Tylko życzyć sobie nam wszystkim, aby jak najwięcej takich nauczycieli i dyrektorów w kadrze oświaty.

Wyrażamy podziękowania mieszkańcowi sąsiedniej gminy, który pragnie pozostać anonimowy, o poinformowaniu nas o tej sprawie. Prosimy wszystkich o zgłaszanie spraw wartych nagłośnienia, gdzie w białych rękawiczkach, po cichu niszczy się ducha narodu.

Komentarze obsługiwane przez CComment

my krew, oddawaliśmy życie i narażaliśmy na szwank naszą wolność, a nasi potomkowie będą pracowali, aby przysporzyć im majątku, gdy oni będą w swoich kantorach zacierali ręce. Przestrzegam was, panowie, że jeżeli na wszelkie czasy nie usuniecie Żydów z waszego kraju, dzieci i potomkowie wasi przeklinać was w grobie będą! Ideały Żydów nie są ideałami Amerykanów, i chociaż żyją oni wśród nas od pokoleń, ten lampart nie jest w stanie zmienić swojej skóry. Oni zagrażają naszym instytucjom, zatem powinni zostać wykluczeni stąd przez konstytucję.
Benjamin Franklin Wynalazca, uznawany za jednego z pięciu "ojców założycieli" USA, współautor Deklaracji Niepodległości i konstytucji tego kraju. Oryginał (1789) znajduje się w Benjamin Franklin Institute w Filadelfii