Dziesiątki tysięcy uczestników, setki biało-czerwonych flag, dziesiątki transparentów, nieustające okrzyki – tak wyglądał tegoroczny marsz. Wśród zgromadzonych m.in. delegacje Obozu Wielkiej Polski z niemal wszystkich województw a nawet z oddziałów zagranicznych (Norwegia, Wielka Brytania i USA). Wielka nadzieja, wielkie pragnienie zmian, niespotykana wcześniej determinacja. Co do wielu rzeczy można mieć zastrzeżenia, ale jedno jest pewne - III RP nie będzie już tym samym państwem po minionym Dniu Niepodległości.



Sam przebieg wydarzenia jest powszechnie znany z co najmniej dwóch stron: systemowej i niezależnej. Jakkolwiek by tego nie definiować. Zadaniem naszym będzie więc nie sam opis przebiegu tego wydarzenia, ale pewne refleksje.

 

Tradycyjnie, bo już po raz piąty (od 2007 r.) działacze Obozu Wielkiej Polski wzięli udział w tegorocznym marszu środowisk narodowych zorganizowanym w stolicy. Nasz udział zapowiedzieli „nasi starzy znajomi” (tak określił m.in. OWP niejaki Seweryn Blumsztajn) m.in. z gazety kojarzącej się z wyborami. Ciekawą opinię na nasz temat zaprezentowała stacja radiowa RMF FM. Określono nas jako „nietolerancyjnych” wobec głównej partii opozycyjnej, że „Obóz Wielkiej Polski na swoich stronach” twierdzi, że partia ta „sprzyja demoliberalizmowi i syjonizmowi”. Specjalnie nas to stanowisko nie dziwi, gdyż w obrębie środowisk współtworzących tym razem wyjątkowo ekumeniczny Marsz Niepodległości, jesteśmy niewątpliwie najbardziej przeciwstawną ideologicznie formacją wobec tzw. centroprawicy.
 
Nas regularnych endeków, jak i narodowych radykałów skupionych w OWP od centroprawicy różni prawie wszystko. Opłakiwanie klęsk zamiast świętowania zwycięstw, wszechobecna martyrologia zupełnie przesłaniająca potrzeby Narodu, bezsensowne awanturnictwo w polityce zagranicznej |Państwa, typowo sanacyjne ziomkostwo dążące do zmonopolizowania polskiej prawicy, wreszcie zupełny brak programu przysłaniany tematami zastępczymi. Równie żenująco prezentuje się obóz rządzący. Charakteryzuje się bezwzględnym cynizmem i spełnia rolę sumiennego grabarza naszej Ojczyzny. To bynajmniej nie powinno nikogo dziwić.
 
Mamy do czynienia nieprzerwanie od 1989 r. z demontażem naszego Państwa. Okres poprzedni można nazwać socjalistyczną inkubacją – pomijając okres odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych, reszta to okres zastoju i indoktrynacji. Zaś bieżąca scena polityczna to kompletny cyrk a swoiste „wynalazki” jednej z partii są wręcz ucharakteryzowane na klaunów. Czy w tym swoistym zwierzyńcu jest miejsce na racjonalną politykę propolską?

 

Jedno jest pewne - metodą na wejście do świata polityki przez przedstawicieli Obozu Narodowego nie jest upodabnianie się do beneficjantów obecnego systemu. Kwestię tę powinni rozważyć przede wszystkim twórcy nowo powołanej organizacji. Niestety niepokojących sygnałów nie brakuje - szczególnie wyraźne są wpływy ideologów tego co nazywamy dziś centroprawicą.


Na marginesie warto wspomnieć, że nietaktownym było samo upolitycznienie Marszu, jak też niezrozumiałym było zapraszanie ludzi establishmentu do Komitetu Poparcia. Udzielanie wypowiedzi (w dodatku nieprzemyślanych) dla koncesjonowanych mediów nie jest na pewno najlepszym pomysłem. Ale skoro już jednak do tego wszystkiego doszło, jeśli nowo powstała inicjatywa chce się odwoływać do dorobku Obozu Narodowego to pozostaje nam apel o wzięcie za to pełnej odpowiedzialności.