W kilka dni po opublikowaniu przez Obóz Wielkiej Polski "Listu otwartego do Narodu Rosyjskiego", pojawił się na stronie Organizacji Monarchistów Polskich ważny tekst prof. Jacka Bartyzela pt. "Patriotyzm czy klientelizm? W sprawie petycji do prezydenta Stanów Zjednoczonych".

Trzeba stwierdzić, iż List otwarty Zarządu OWP spotkał się z licznymi wyrazami poparcia ze strony tych Polaków, którzy nie widzą w narodzie rosyjskim i w dzisiejszym państwie rosyjskim wroga Polski i polskosci, lecz bratni słowiański naród, dążący do rechrystianizacji i odbudowy świetności swego kraju - czyli do tego samego, co Polacy. Wystąpienie OWP spotkało się także - niestety - z atakami osób patrzących na Rosjan i Rosję jako na przeciwników państwa i narodu polskiego i posuwających się nawet do nazywania sygnatariuszy przedmiotowego Listu bezsensownym mianem "sowieckiej agentury".

Wyrażając przekonanie, iż wysiłki propagandowe  przeciwników polityki propolskiej muszą spełznąć na niczym i Polska wczesniej czy później wejdzie z powrotem na drogę Solidarnosci Słowiańskiej i przyjaznej współpracy ze wszystkimi sąsiadami - z Rosją włącznie, pragniemy jednoczesnie wyrazić uznanie dla Pana prof. Jacka Bartyzela, który nie zawahał się przed powiedzeniem dzisiaj Prawdy, a którego zwolennicy polityki antyrosyjskiej nie mogą chyba w żadnym razie posądzić o "sowiecką agenturalnosć", czy o sprzyjanie Rosji.

Jacek Bartyzel, to - przypomnijmy - prezes Klubu Konserwatywnego w Łodzi i profesor na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, działacz ROPCiO, RMP, KIK, ZChN i PN, odznaczony w 2006 r. przez prezydenta Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jego małżonka, Małgorzata Bartyzel, to internowana działaczka NSZZ Solidarnosć i posłanka na Sejm V kadencji (2005) z listy Prawa i Sprawiedliwosci, której to partii członkinią była w l. 2002-2007, przechodząc następnie do Prawicy Rzeczypospolitej jako prawa ręka Marka Jurka (PiS/PR); odznaczona w 2008 r. przez prezydenta Kaczyńskiego za " wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce" Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Pan prof. Bartyzel pisze:

" Otrzymałem dzisiaj list z propozycją podpisania petycji do prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w sprawie – jak to ujęto – wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Ten nowy (a może jednak nie całkiem, zważywszy precedensy znane z naszej XVIII-wiecznej historii?) obyczaj polityczny, aby w kwestiach dotyczących problemów, jakie Polska ma z jednym państwem, zwracać się o arbitraż do innego państwa, wydał mi się na tyle ważny, że decyduję się upublicznić tu moją odpowiedź (pomijając oczywiście mojego adresata). Oto zatem treść mojej odpowiedzi.

Co do mnie, nie tylko że nie zamierzam podpisywać owej petycji, ale usilnie odradzam jej podpisywanie komukolwiek. Samo wystosowanie takiego adresu do głowy obcego państwa uważam za głęboko zasmucający upadek godności narodowej i instynktu państwowego, tym gorszy, że motywowany zapewne – niestety, zaślepionym i jednostronnie ukierunkowanym – patriotyzmem. Czym to się różni od kierowania do carycy Katarzyny apeli ze strony inicjatorów Konfederacji Targowickiej o ratowanie swobód i wolności republikańskich, zagrożonych (i poniekąd faktycznie) przez obóz oświeceniowo-reformacyjny? Absolutnie niczym! Z całą pewnością pomysł takiego apelu wyszedł z kręgu tych środowisk, określających się jako niepodległościowe, które ową „niepodległościowość” chcą „bronić” tylko na jednym odcinku i z takim stanem świadomości, jakby świat i położenie w nim Polski nie zmieniło się ani na jotę od ponad 20 lat. Na innych zaś odcinkach – w tym amerykańskim w szczególności – przyjmują dobrowolnie, ba! entuzjastycznie, pozycję najgorszego sortu, najbardziej upokarzającego klientelizmu, skomlącego do imperialnego Hegemona o protekcję. Przypominają tym idumejskich „królików” (tetrarchów) późnego Izraela, płaszczących się przed Rzymem – ale przecież patriotyczni Żydzi gardzili Idumejczykami!
(...)

rzeba więc – nie tyle inicjatorom petycji, bo ich zapewne nic nie przekona – ale ludziom przyłączającym się z odruchu serca do tej inicjatywy przypominać, że jest rok 2012, a nie, dajmy na to 1981, że nie istnieje już czerwone Imperium Sovieticum; że na terenie Polski to nie NKWD czy GRU (tym bardziej zaś FSB), tylko CIA ma lub miało tajne więzienia, w których torturuje i poniża porwanych bądź schwytanych przeciwników; że polscy żołnierze nie udzielają już „bratniej pomocy” Czechosłowacji, lecz służą jako najemnicy w wojnach imperialnych Imperium Americanum i zasadniczo w interesie Wielkiego Izraela; że jednym ze skutków tych wojen (oraz inspirowanych z tego samego ośrodka „rewolucji demokratycznych”) jest dramatyczne pogorszenie się położenia w zaatakowanych, okupowanych lub zrewolucjonizowanych krajach, naszych chrześcijańskich braci i sióstr, którym grozi wręcz w niedługim czasie zupełna tam zagłada; że wskutek tych nie tylko imperialnych, ale i obłąkańczych planów (jak odbudowa „trzeciej świątyni” w Jerozolimie), ten rejon świata – czyli Bliski Wschód – który przez półtora wieku był rejonem najbardziej spokojnym i sennym, pod pozbawioną już impetu i słabnącą władzą monarchii ottomańskiej albo pod łagodnym protektoratem zachodnioeuropejskich państw kolonialnych, jest dziś beczką prochu, od której w każdej chwili może spłonąć cały świat.

Konserwatystom nie może być także obojętny ideowy i cywilizacyjny wymiar tej kwestii. Martwy jest już przecież komunistyczny uniwersalizm egalitarystyczny, a w każdym bądź razie to nie współczesna Rosja jest jego centrum, nośnikiem i „eksporterem”. Realnym, aktualnym i także uniwersalistycznym wrogiem jest natomiast inny egalitaryzm, inna „wielka urawniłowka”, nie podług schematów dialektyki marksistowskiej, lecz podług „Doktorów” demoliberalizmu, „prawoczłowieczyzmu”, ekonomicznego globalizmu pod batutą banksterów i międzynarodowych korporacji, konsumpcjonistycznego materializmu i hedonizmu, sojuszu Giełdy i Telewizora, krótko mówiąc: globalnej, zglajszachtowanej cywilizacji „wolnych wyborów”, w których nie ma czego wybierać, bo wszystko jest takie samo, terroru politycznej poprawności, penalizacji religijnego „fundamentalizmu”, „rasizmu i antysemityzmu” czy „homofobii” – a dla mas nowych „czterech wolności”: od religii, moralności, dobrego smaku i myślenia. A któż, jeśli nie Stany Zjednoczone są dzisiaj „Związkiem Sowieckim” tego demoliberalnego egalitaryzmu, Wielkim Bratem wysyłającym w każdy zakątek świata swoich marines, aby przy użyciu supernowoczesnych środków zabijania bronili demokracji, praw człowieka i wspomnianych „czterech wolności”? To one więc są dzisiaj ideowym i cywilizacyjnym wrogiem nr 1 dla ludzi Tradycji, bo niszczącym i zdolnym do zniszczenia każdego tradycyjnego sposobu życia w jakiejkolwiek cywilizacji na świecie, w której taki sposób choćby tli się jeszcze.

Jakże zatem ludzie, którzy uważają się na ogół (i w zasadzie są nimi) nie tylko za patriotów, ale za zwolenników tradycji, religii, prawa naturalnego i kultury klasycznej, mogą wystosowywać tak nie tylko upokarzające i przeciwskuteczne, ale i nieprzemyślane adresy do największego niszczyciela tego wszystkiego, co (deklaratywnie) jest im drogie? (...)".


W kręgach polskich konserwatystów od razu pojawiły się głosy podziwu i podziękowania dla prof. Bartyzela za "odżegnanie się od koncepcji, że sprawa polskiej niepodległości i suwerenności jest tożsama z hołdowniczą postawą wobec Stanów Zjednoczonych, a przy okazji także i Izraela. Słuszne jest także stwierdzenie - pisze prof. Adam Wielomski - że dla świata tradycyjnego największe zagrożenie stanowi właśnie Ameryka, wraz z jej sojuszem "Giełdy i Telewizora" i jakobińskimi armiami, które "wyzwalają" i "emancypują" ludy całego świata.

Jacek Bartyzel nie raz zapewne usłyszy sugestie, że zapewne jest "agentem" lub przynajmniej "agentem wpływu" Rosji. Rozsądek polityczny w Polsce kosztuje, szczególnie wtedy, gdy zanikła tradycyjna prawica, a jej miejsce zajęli potomkowie insurekcjonistów. Naszego środowiska nie interesuje "prawica" mająca za swoich bohaterów podchorążych z listopada 1830 roku i młodzików ze stycznia 1863 roku, czy też terrorystów z Placu Grzybowskiego Rewolucji 1905 roku. Nie interesuje nas także "prawica" zajęta wyjaśnianiem wypadku lotniczego pod Smoleńskim za pomocą bomb próżniowych, sztucznej mgły czy wielkiego tomahawka rzuconego przez rosyjskie służby specjalne.

Szczególnie nie mamy i nie chcemy mieć nic wspólnego z "prawicą", której mocodawcy – a być może i sponsorzy – mieszkają za Atlantykiem, a która tak chętnie zarzuca innym agenturalność. Dlatego cieszy nas stanowisko zajęte przez prof. Bartyzela. (...)".


Obóz Wielkiej Polski, jako organizacja narodowa kierowana przez ludzi młodego pokolenia i nie mających niczego wspólnego z dawnym systemem sowieckim, może dodać do powyższego jedynie deklarację swej zdecydowanej woli, by Polska nie była państwem podległym nikomu, oprócz samego narodu polskiego, i aby nie odrzucała współpracy z żadnym innym państwem i narodem, która dla chrzescijańskiej Rzeczypospolitej i dla polskosci byłaby naprawdę pożądana i korzystna.  

Warszawa, 30.06.2012"