W ostatnim czasie, w Europie doszło do trzech interesujących wydarzeń, tylko na pozór, niemających ze sobą nic wspólnego. 12. czerwca obywatele Republiki Irlandii opowiedzieli się za odrzuceniem Traktatu lizbońskiego, choć podobno większość tamtejszych mediów miała inne zdanie nt. tego, jak powinni byli się zachować.


W Budapeszcie na przeciwko tamtejszej paradzie "gejowskiej dumy" stanęło kilkaset osób. Manifestantów uratowała policja.
Prezydent Litwy Valdas Adamkus, mądrze i zdroworozsądkowo, stwierdził, że Litwa nie prowadzi żadnych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi ws. tarczy antyrakietowej, dopóki prowadzi je Polska.
        
Te trzy wydarzenia doskonale pokazują, że istnieją jeszcze w Europie tendencje do opierania się na innych wartościach niż, tzw. zachodni styl życia (tolerowanie wszystkiego), coraz silniejsza integracja europejska albo pozbywanie się własnej niezależności na rzecz Stanów Zjednoczonych. Niestety, tego typu postawa coraz rzadziej widoczna jest w Polsce. Postępuje marazm, brak wiary we własne siły. Traktat lizboński zostałby prawdopodobnie przyjęty, manifestacja środowisk homoseksualnych nie napotkałaby większego oporu, a budowa tarczy byłaby poparta, jeśli tak podpowiedziałyby ,,autorytety moralne".
         Najwyższy czas, aby Polacy przestali dać sobie wmawiać, że opór wobec zjawisk niepożądanych jest zacofaniem.