Unia Europejska lubi się kreować na strażnika demokracji, równości, solidarności. Ładne są takie hasła. Przemawiają do szarego człowieka. Dziwne tylko, że jak jest okazja wykazania się, urealnienia tych zasad, automatycznie jest taki opór ku temu. Mamy solidarność, „każdy kraj jest na takich samych prawach”, z takimi samymi przywilejami, a jednocześnie widzimy jawne pogwałcenie tych zasad.

       
         System głosowania w Unii Europejskiej – bo tym mowa – ma opierać się zgodnie z założeniami nowego traktatu, na zasadzie podwójnej większości. W praktyce oznacza to, iż większą władze mają największe państwa, kosztem pozostałych. Przyjrzyjmy się strukturze państw członkowskich: 4 duże kraje (Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy), 9 średnich oraz 14 małych (licząc poniżej 10 mln obywateli). Mówi się oczywiście o równości państw, każde znaczy tyle samo itd. Skoro tak jest, to czemu UE upiera się na systemie głosowania, który jest dobry tylko dla garstki największych państw (4 państw), a jest niedogodny dla pozostałych 23 – średnich i małych państw? To jest ta równość i solidarność unii? Wystarczy przy tym systemie, aby dwa z największych państw porozumiały się, i są w stanie zawetować każdą ustawę. Na nic wtedy zmagania i chęci średnich i małych państw – dwa duże kraje razem, zawetują wszystko. To jest solidarność UE? Dwa duże państwa na szali równej kilkunastu krajom małym i średnim?

       System pierwiastkowy jest rozwiązaniem bardziej demokratycznym. Skoro znaczna większość, to państwa małe i średnie, należy wprowadzić system dogodny przede wszystkim większości członków – a więc najodpowiedniejszym jest – system pierwiastkowy.

       Mówiono podczas referendum, jakim to tworem demokratycznym jest UE, jak stawia na braterstwo i solidarność. Czy o to chodziło? Ładnymi hasłami zdobyć nowych członków, więc też i rynki zbytu, a teraz już po fakcie, można władzę oddać największym krajom?

      W systemie głosowania, propagowanym przez rząd RP, głos każdego kraju jest obliczany na podstawie pierwiastka kwadratowego z liczby ludności. W rezultacie, siła głosu przeliczana na pojedynczego obywatela mniejszego państwa (których jest większość) jest dowartościowana, a większego – osłabiona.

       W zbliżającym się szczycie UE 21 i 22 czerwca w Brukseli, przywódcy państw mają przyjąć mandat w sprawie otwarcia tzw. Konferencji Międzyrządowej, a która ma przyjąć nowy traktat UE do końca bieżącego roku.
Robi się wszystko, ażeby traktat został przyjęty przez przywódców, bez referendów w państwach członkowskich. W owym traktacie będzie mowa o systemie podwójnej większości – czyli osłabiający większość państw członkowskich – średnich i małych.

Obóz Wielkiej Polski liczy na twarde stanowisko rządu RP w tej sprawie. Skoro jesteśmy członkiem unii, czego chciała większość obywateli biorących udział w referendum akcesyjnym, nie możemy pozwolić na jawne osłabianie głosu większości członków. Rząd powinien zdobywać coraz szersze poparcie w tej kwestii, u państw zainteresowanych. Tylko silna koalicja sprzeciwu, może dać jakiś efekt. Musimy bronić interesu narodowego, zwłaszcza że w tym przypadku, jest on zbieżny z interesem wszystkich małych i średnich państw.