foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Brałem już trzeci raz udział w listopadowym pochodzie młodzieży narodowej w Warszawie, zwanym w tym roku Marszem Niepodległości. Z tej perspektywy można już pozwolic sobie na pewne podsumowanie tej inicjatywy. Niewątpliwie jej ogromnym sukcesem jest coraz większy udział młodzieży. W tym roku [2010] w Marszu wzięło udział od 3 do 5 tysięcy osób, także starszych, zaś lewackich przeciwników, wbrew twierdzeniom Gazety Wyborczej, było co najwyżej do tysiąca.


     Dominuje duch patriotyzmu i karności, co przejawia się w gromkim powtarzaniu haseł za tuba prowadząca - „Bóg, honor i Ojczyzna” czy „Wielka Polska katolicka”. Szczególnie cennym jest hasło „Roman Dmowski, wyzwoliciel Polski”, które przełamuje dotychczasowy monopol Józefa Piłsudskiego w mediach i w organach władzy. 
    W tym roku prowadzącym pochód była Młodzież Wszechpolska, co odbiło się na jego treści. Nie było haseł ONR-owskich, ani innych, w tym Obozu Wielkiej Polski, choc brały one udział w manifestacji. Prowadzący Wszechpolak wykrzykiwał kilka haseł na okrągło, szablonowo i były one powtarzane; dwa razy zupełnie bezsensownie podskakiwano. Unikano jak ognia haseł antyżydowskich i antymasońskich, w tym hasła, które padło w tamtym roku „Precz z żydowska okupacją„ i „Precz z masońską okupacja", które to hasła spowodowały tegoroczny protest lewaków pod hasłem „Faszyzm nie przejdzie!”. To ich zawołanie jest bezczelnością, bo żadna z grup biorących udział w pochodzie nie głosiła haseł faszystowskich. Tym niemniej lewakom, dzięki bojaźliwości policji, która nie zdecydowała się na rozpędzenie lewackich bojówek, udało się doprowadzic do realizacji ich hasła: pochód narodowców nie poszedł zaplanowana trasą, ale bocznymi uliczkami Powiśla. 
     W czasie przemarszu nie wykorzystano okazji, by nadac mu charakter w pełni narodowy. Nie było pieśni patriotycznych, takich na przykład jak „Dalej bracia do bułata„ czy religijnych „Błękitne rozwińmy sztandary”. Skandowano ciągle, niezupełnie narodowe hasło „Bóg, honor i Ojczyzna" ,podczas gdy zawołaniem narodowców jest „Bóg i Ojczyzna”. Na samym początku manifestacji prowadzący zapowiedział, że nie wolno wznosic innych okrzyków poza nim, bo będzie to uważane za prowokację. Toteż w zasadzie ich nie wznoszono. Tylko dwa razy zawołano „Nasze ulice, nasze kamienice” oraz „Precz z lewackim ciemnogrodem”, które zostały podchwycone przez młodzież. Raz też przy przemawianiu pod pomnikiem Dmowskiemu przerwano Korwin–Mikkemu okrzykiem „Precz z brukselska okupacją", co zostało podjęte przez zebranych. Nie wznoszono haseł, a aż się o to prosiło, dotyczących antypolskiej propagandy, rabunku mienia narodowego, antynarodowej władzy, bezrobocia, braku budownictwa mieszkaniowego, antypolskiego systemu oświaty, planowanej likwidacji służby zdrowia…
     Najgorsze zaś nastąpiło na koniec. Przemawiał Artur Zawisza, prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i Janusz Korwin–Mikke, przy czym wzniesiono krzyk na temat jedności prawicy. To zupełnie błędne koncepcje, bowiem Zawisza jest zwolennikiem Unii Europejskiej, a w obecnym Związku NSZ jest grupa młodzieży, która uważa Rosję za pierwszego wroga Polski. Zaś Janusz Korwin-Mikke, głosi ideę zysku, a właściwie starego 19-wiecznego liberalizmu, który jest zupełnie sprzeczny z chrześcijaństwem i średniowieczną zasadą służby społecznej. Idea jedności prawicy lansowana jest sztucznie i obejmuje żywioły antynarodowe. Raczej należy iśc w kierunku rozbudowy organizacji narodowych ku czemu, zdaje się, zaczynają być sprzyjające warunki. Sam Blumsztajn z Gazety Wyborczej stwierdza to jednoznacznie. Trzeba się jednak zastanowic nad programem: wewnętrznymi sprawami Polski, nad sojuszami, nad dalszym kształtem stosunków z Unią Europejską. Samo wykrzykiwanie hasła „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”, to za mało. Zaś na razie największym błędem jest oddanie Marszu Młodzieży Wszechpolskiej, której kierownictwo jest nadal uzależnione od Romana Giertycha.
Marian Barański.

Całe życie byłem przeciwnikiem odpowiedzialności zbiorowej, działania w ten sposób, że nigdy dobrze nie wiadomo, kto jest winien złu. Uważałem, że za każdą pracę jej kierownik musi odpowiadać i że do władzy kierowniczej ma prawo tylko ten, kto gotów jest ponosić odpowiedzialność za wszystkie następstwa.
Roman Dmowski