foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Autor niniejszego artykułu dr Leszek Skonka jako świadek i współuczestnik wydarzeń jakie opisuje, prezentuje pogląd na poruszony temat zbieżny w decydującym zakresie ze stanowiskiem OWP. Artykuł opublikowany za zgodą autora.
JAK LUDZIE PRACY BRONILI NIEZALEŻNOŚCI  ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH  PRZED KORo-SOLIDANOŚCIĄ.

 

     (LESZEK SKONKA)

 

  

 

  Strajki w czerwcu, lipcu i  sierpniu 1980 roku organizowali i masowo w nich uczestniczyli ludzie pracy, głównie robotnicy. Oni wysuwali wobec rządzących żądania wyrażone w 21 postulatach. Jednym z najważniejszych postulatów było uwolnienie związków zawodowych od kurateli PZPR. Władze partii najdłużej i najbardziej opierały się wobec tego postulatu. Komunistyczne partie uznawały  doktrynę Lenina, że związki zawodowe są tubą partii i dlatego nie można się zgodzić na ich wolność i niezależność. Jednakże stanowczość i silny upór robotników zmusił delegację rządową do ustępstw, ale pod warunkiem, że nowy związek nie będzie zajmował się polityką.  Dlatego punkt 2-gi Umowy z Rządem brzmiał: „Nowe związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników  i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stają one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji, stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego”  Strajkujący dobrowolnie zgodzili się na ten i inne warunki umowy. W Polsce  przed wybuchem strajków w lecie 1980 roku istniały już zalążki niezależnego ruchu związkowego zainicjowane na śląsku  przez Kazimierza Świtonia, pod nazwą Komitetów Założycielskich Wolnych Związków Zawodowych. KOR, personalnie Jacek Kuroń, był przeciwny powoływaniu Komitetów Wolnych Związków Zawodowych, uważał, że nie mają one racji bytu i sensu  w PRL. Ponieważ jednak zaczęły  powstawać, KOR zmienił zdanie, przywłaszczył sobie tę nazwę i inicjatywę. Dziś ludzie KOR-u przypisuję sobie tę inicjatywę i usiłują wymazać  z pamięci  nazwiska rzeczywistych twórców tego ruchu: Kazimierza Świtonia w Katowicach, Zdzisław Mnicha w Zabrzu, Bolesława Cygana w Wodzisławiu Śl, Jana Zapolnika w Gdańsku, Andrzeja Woźnickiego w Łodzi, Leszka Skonki we Wrocławiu i wielu innych działaczy  niezależnych od KOR-u i PZPR. Po zakończeniu strajków w sierpniu 1980 roku powstały dwie koncepcje: pracownicza, związkowa, i polityczna KOR-owska. Ludzie pracy, robotnicy, chcieli organizować, tworzyć,  umacniać wywalczone  strajkami Niezależne Samorządne Związki Zawodowe, egzekwować wynegocjowanych 21 postulatów, bronić zdobytych w przeszłości uprawnień i przywilejów. Koncepcja  polityczna KOR polegała  na zerwania  Umów Sierpniowych, wykorzystaniu instrumentalnie związkowców i pchnięciu ich do walki o władzę w państwie. W tym celu politycy opanowali kierownictwo Związku, usunęli z jego władz niewygodnych, autentycznych związkowców i  nadali NSZZ nową nazwę -„Solidarność”,  przekształcając ten ruch  w partię polityczną, eufemicznie nazwaną ruchem obywatelskim oraz postawili związkowców wobec alternatywy: albo  przynależność do „Solidarności”, albo do PZPR. Tłumaczyli tę alternatywę tym, że nie można należeć jednocześnie do dwóch partii: do PZPR i do partii (ruchu politycznego)  pod nazwą „Solidarność”. Związkowcy  musieli wybierać: albo „Solidarność” albo PZPR. Z niewygodnymi, a upartymi  działaczami związkowymi,  postępowali brutalnie, podobnie, jak najwięksi zbrodniarze stalinowscy. Każdego niewygodnego i potencjalnego  przeciwnika pomawiali  o agenturalność, o współpracę z SB, PZPR, KGB… Oczywiście, w tym czasie nie mieli już możliwości technicznych i organizacyjnych wiezienia ludzi, zsyłania  ich do karnych obozów pracy, torturowania fizycznie, ale stosowali niemniej okrutne i bolesne tortury psychiczne i  represje: wyrzucanie z pracy, przerywanie karier zawodowych, naukowych, wojskowych,  tworzenie wokół  delikwenta społecznej, nieprzyjaznej lub wrogiej atmosfery, prześladowano ich rodziny, bliskich, a wobec szczególnie opornych ferowali nagminnie wyroki śmierci cywilnej, bez prawa inkryminowanych do obrony. Sądzili i wyroki wydawali z reguły zaocznie, ale  publicznie, jak czynili to hitlerowcy i stalinowcy, także  ku przestrodze dla potencjalnych niezależnie myślących działaczy i obywateli. Zresztą, mieli w tym doświadczenie, bo większość z nich lub ich rodziców służyła przez lata Stalinowi i Bierutowi. Stalin też wysuwał nieprawdziwe zarzuty, inicjował sfingowane oskarżenia i procesy wobec niewygodnych przeciwników,  nawet  z jego najbliższego otoczenia. Gdy po latach okazało się,  że pomówienia, oskarżenia  i wyroki były bezpodstawne, krzywdzące, łamiące inkryminowanym życie, a wysuwano je tylko dlatego, by pozbyć się niewygodnych przeciwników lub odmiennie myślących; wśród dawnych oskarżycieli zapanowało ostentacyjnie milczenie. Milczał  także Kościół, biernie przyglądając się gangsterskim metodom niszczeniu  uczciwych, niewinnych, wspaniałych, odważnych obywateli, a więc w efekcie akceptował zło i nieprawości. Jeśli Kościół nie mógł powstrzymać tych niegodziwości, to przynajmniej powinien stanąć po stronie niewinnie i bezpodstawnie krzywdzonych, choćby  z motywów moralnych, ewangelicznych, na które tak często się powołuje, a nie swoją biernością akceptować zło. Ostatnio zbiera żniwo swojego  ówczesnego zachowania, w formie lustracji księży. Ale także obecnie  Kościół broni winnych, agentów, donosicieli, a potępia ofiary, pokrzywdzonych, tylko dlatego, że  domagają  się sprawiedliwości. Dziś wyczuwa się, że Kościół, że winowajcy mają  żal do pokrzywdzonych, że okazali się niewinni. Szczególnie okrutna zemsta  spotkała robotników za organizowanie strajków w sierpniu 1980 roku. Pozbawieni za to zostali przez antyrobotniczą  Solidarność wszystkich zdobyczy pracowniczych, wywalczonych jeszcze podczas zaborów, w II RP i  PRL, i zepchnięto ich  na dno nędzy, poniżenia i niesprawiedliwości. Natomiast cały Naród  pozbawiony został  wszelkiej  NADZIEI. Przez 123 lata nie udało się tego osiągnąć  trzem zaborcom, przez 6 lat hitlerowskim i stalinowskim okupantom, przez 36 lat  namiestnikom Stalina w Polsce, ale udało się to  KOR-oSolidarności, za amerykańskie dolary.   

Całe życie byłem przeciwnikiem odpowiedzialności zbiorowej, działania w ten sposób, że nigdy dobrze nie wiadomo, kto jest winien złu. Uważałem, że za każdą pracę jej kierownik musi odpowiadać i że do władzy kierowniczej ma prawo tylko ten, kto gotów jest ponosić odpowiedzialność za wszystkie następstwa.
Roman Dmowski