Wyrażam największe oburzenie, iż radny Lwowskiej Rady Miejskiej z partii "Swoboda” Światosław Makitra miał czelność dotykać się doczesnych szczątków ekshumowanych pod wsią Sokół. Partia „Swoboda” jest spadkobierczynią ludobójców z UPA i dzisiaj po 68 latach liczy każdą kosteczkę i poddaje w wątpliwość skalę dokonanej zbrodni. Powtarzam jeszcze raz, że wyrażam największe oburzenie, że spadkobiercy ludobójców z UPA w przeddzień pogrzebu dokonali tak ogromnej profanacji doczesnych szczątków kobiet i dzieci, aby nie mogli spokojnie spocząć na cmentarzu w Ostrówkach.

        W dniach 02 - 06 sierpnia 2011 roku brałem czynny udział w ekshumacji kobiet i dzieci w oddalonej o około 2 km miejscowości Sokół. Miejsce odkrytej mogiły obecnie jest zalesione – drzewa, przeważnie sosna, ale i świerk jak również miejscami można spotkać było młodniki dębu. Jest to teren wyraźnie piaszczysty - po niewielkiej warstwie ciemnego piachu około 50 cm znajduje się czysty o jednorodnej konsystencji i barwie jasny piach. Ta sugestia jest bardzo ważna przy analizie grobu, który przedstawię w dalszej części. Powrócę tutaj do ksiązki p.t. Wołyński Testament gdzie Aleksander Pradun ocalały z tej zbrodni przedstawia to miejsce tak: „dotarliśmy do niedużej polanki koło lasu, otoczonej z trzech stron olszyną, tylko od wschodu było nieduże pole, na którym rósł łubin - Ukraińcy po naradzie postanowili tutaj na tej polance nas wymordować”. Przez wiele lat w mojej rodzinie mówiono, że w szkole w Woli Ostrowieckiej jak i pod Sokołem wymordowano rodzinę ze strony mojej babci. Tak, że kiedy usłyszałem, że odnaleziono grób kobiet i dzieci pod Sokołem serce zaczęło mi bić mocno. Pragnąłem za wszelka cenę stanąć w tym miejscu, aby się pomodlić. A kiedy Pan dr Leon Popek zadzwonił, że mogę wziąć udział w ekshumacji nie mogłem doczekać się dnia wyjazdu. Znałem przekaz rodzinny, opracowania książkowe, lecz teraz dostałem możliwość zrobić coś, czego od zawsze pragnęła moja ciocia - stanąć obok mogił swoich bliskich. I pomyślałem, że dopiero ja mogłem wolę i pragnienie cioci zrealizować.

         Kiedy byłem dzieckiem prowadziła mnie na wzgórek w miejscowości Świerże i pokazywała w oddali wysokie topole. Mówiła - tam zostali zabici z naszej rodziny. Klękała i kierując wzrok na daleki horyzont modliła się.

        Przyjeżdżamy 2 sierpnia autokarem do Sokoła, wita nas padający deszcz - myślę, że to płaczą nasi bliscy, że dopiero po tylu latach możemy stanąć nad ich grobem. Dr Leon Popek prowadzi grupę wolontariuszy i młodzież z lubelskiego OHP. Po minięciu lasu wychodzimy na łąki, które przycina kanał melioracyjny. Jest to teren podmokły i niewątpliwie kiedyś była tu jakaś mała rzeczka. Tuż za nią w linii prostej około 50 metrów unosi się dym – tam, pokazuje Leon, jest miejsce obozu. Dochodzimy na miejsce napotykając na rozbite namioty archeologów i wolontariuszy. W pobliżu są również namioty gdzie przechowywana jest żywność i woda. W dokonanej przecince lasu okrytej ze wszystkich stron drzewami, jakby dla ukrycia tej zbrodni, moim oczom ukazuje się wykop. Nad nim rozłożono namiot, ponieważ przez ostatnie dni padały dość intensywne deszcze i prace archeologiczne były wstrzymane. Pomimo namiotu cały grób jest w wodzie. Gabaryty grobu to około 2,5 metra szerokości i 10 metrów długości. Jak już wcześniej wspomniałem teren jest podmokły z racji niskiego położenia i pobliskiego rowu melioracyjnego. Woda przez piach bardzo dobrze przenika. Tak więc bandyci wybrali miejsce zbrodni można by rzecz celowo, aby wszystko, co stanowiłoby jakikolwiek dowód zostało zatarte. Ale w tym miejscu nasuwa mi się inna myśl, że oto przez tyle lat doczesne szczątki kobiet i dzieci leżały w wilgotnej glebie i poddane były ciągłej erozji wodnej. Jak przekazała miejscowa ludność tutaj było pole kołchozowe gdzie rosło piękne zboże a ogromne stalinowskie traktory orały ten teren 2 razy do roku. Zabieram się do pracy - widzę, że potrzeba koniecznie dokonać odprowadzenia wody z grobu. W tym celu wykonuje w pobliżu wykop na około 2 metry, aby wąskim kanałem spływała tam woda, skąd wynoszę ją wiadrami kilka metrów dalej. Kiedy woda jest wybierana, to mimo że grób jest podmokły, archeolodzy mogą pracować. Kiedy jednak proces wybierania zostaje zatrzymany to po 1-2 godzinach woda przenika przez piach i ponownie praca archeologów jest uniemożliwiona. Dlatego też proces ten musiał być kontynuowany przez cały okres prac archeologicznych. W grobie piach usuwany jest cienkimi warstwami, aby coraz to napotkać na szczątki kostne przerośnięte korzeniami drzew. Najbardziej poruszył mnie grób dziecka długości około 70 cm gdzie kości jak i ubranie zostało tak rozłożone, że pozostała po nim tylko zmieniona barwa konsystencji piachu. Nie mogłem potrzymać łez – jak taki bandyta mógł strzelać do takiego dziecka - gdzie było jego sumienie – czy naprawdę nie posiadał nic z tego, co się nazywa się sumieniem. Skrupulatnie każda kość, ale szczególnie czaszka była analizowana przez panią antropolog. Zachodzi pytanie ile było takich dzieci, po których nic nie pozostało - zmiany w strukturze piachu zostały wymyte przez wodę, a dzisiaj spadkobierca UPA poddaje w wątpliwość ilość ofiar. Dlatego sądzę, że policzona ilość 261 osób jest znacznie zaniżona. W tym miejscu nadmieniam, iż ubrania tych ofiar były naturalne - mało kiedyś było ubrań z tworzyw sztucznych, które są bardziej trwałe na tego typu warunki. Dlatego też poprzez ciągłą erozję wodną dokonany został proces całkowitego rozkładu. Zachowały się natomiast medaliki.

         A co ciekawe tam gdzie natrafiano na zachowaną część czaszki dziecka należało skierować wykrywacz metalu i faktycznie bardzo często znajdowano wówczas medalik. Były to medaliki różne, ale najwięcej Najświętszego Serca Jezusowego, i Matki Bożej pod różnym wezwaniem, ale i św. Benedykta i innych. W tym miejscu również przeżyłem ogromną wewnętrzną walkę sumienia, kiedy odnaleziony został medalik już nawet nie pamiętam, co przedstawiał. Tyle, że medalik ten nie miał oczka na łańcuszek wszak zostało ułamane tylko poniżej zrobiona została dziurka chyba jakimś gwoździem, aby mogło nosić je dziecko na szyi. I tak nasunęła mi się taka myśl - nawet tak wielka ufność w Boga nie była w stanie uchronić tego niewinnego dziecka przed zbrodniarzami z UPA. Natomiast trwałymi zachowanymi dowodami były koraliki dziewczęce różnego rodzaju. Interesujące, że pomimo tylu lat kolor tych koralików był nadal intensywny. Koraliki zbierane były pojedynczo, ponieważ łańcuszki uległy rozkładowi. Odnaleziono bardzo małą ilość guzików, co daje podstawy do sądzenia, że one również zostały wykonane z tworzyw naturalnych. Dobrze zachowały się natomiast części ze skóry typu paski, części obuwia, ale nie było tego zbyt wiele.

        Powrócę jeszcze do zachowanych części kostnych. Tutaj było kilka przypadków, kiedy kości czaszki dzieci zostały całkowicie rozłożone natomiast można było odnaleźć zachowane kilka ząbków dziecka. Odnalezione zostały również dwa warkoczyki dziewczęce spięte wsuwką, tylko warkocz zapewne został rozłożony. Natomiast zachował się ten sam kok włosów a były to dziewczynki w wieku około 12 lat. Pan Aleksander Pradun w relacjach pisze: „Było nas dużo, bo wszystkie kobiety z Ostrówek, dzieci do lat 15, kilku Dziadków i część kobiet z Woli Ostrowieckiej”. Powyższe relacje niewątpliwie są prawdziwe a mianowicie zatrzymam się nad pojęciem - kilku Dziadków - o powyższej prawdziwości słów stanowi wydobyta z grobu fajka jak również męski portfel oraz sygnet z wygrawerowanymi literami M L. Natomiast odnaleziono kilka obrączek małżeńskich, ale ciekawostką jest, że nie były to obrączki złote, lecz srebrne. Odnaleziono również stojący krucyfiks zapewnie wzięty z kościoła przez którąś z kobiet, ponieważ jak jest wiadomym kobiety i dzieci najpierw zostały zapędzone do kościoła do Ostrówek a następnie wobec informacji, że zbliżają się Niemcy szybko popędzeni w kierunku Sokoła. Niektóre kobiety nie chcąc iść dalej były rozstrzeliwane. Najwięcej takich egzekucji zostało wykonanych, kiedy grupa mijała cmentarz w Ostrówkach.

       Prace przy ekshumacji trwały od wczesnego poranka do godziny około 18.00 gdyż później okropnie kąsały komary – jedynym miejscem gdzie można było spokojnie odpocząć od tej inwazji było ognisko. Zapadał wieczór posilaliśmy się wspólnie analizując przeżyty dzień i wtedy na tym odludziu przychodziła do nas starsza kobieta z Sokoła. Nazywaliśmy ją babcia Szura z racji jej nazwiska. Była to bardzo skromna kobieta, ale zawsze coś dla nas przynosiła do pożywienia a to jabłka, ziemniaki pewnego razu przyniosła mleko zsiadłe oraz świeże, upieczone przez siebie pierożki z ziemniakami oraz słoik grzybów ugotowanych i zasmażonych z kapustą. Jak obliczyliśmy był to ciężar około 6 kg, dziwiliśmy się skąd ta kobieta posiadała taką siłę. Była silnego ducha, odnosiło się wrażenie jakoby ona wzięła na siebie cały ciężar odpowiedzialności jej rodaków za tą zbrodnię, ponieważ oprócz niej nikt nas nie odwiedzał w ten sposób. Oprócz oczywiście oficjalnych przedstawicieli, którzy mieli za zadanie nadzór i informowanie władz zwierzchnich o przebiegu prac ekshumacyjnych.

       Powrócę jeszcze do babci, Szury, ponieważ przeprowadziłem z nią rozmowę ukazującą ogrom zbrodni, której dokonali jej rówieśnicy, sąsiedzi, przyjaciele - starałem się jej to wytknąć. Wysłuchała, przyjęła do wiadomości i wtedy powiedziała takie słowa: „wie pan oni polegli tutaj do wiecznego życia, ale ci, co ich wymordowali do wiecznego potępienia”. Proszę zważyć, jaka mądrość w tej prostej kobiecie. Opowiedziała mi również, że jej mama zabroniła chodzić w to miejsce nawet po szczaw (rósł tutaj piękny) ani też wypasać krowy, bo jest to miejsce zroszone krwią niewinnych. Powiedziała również, że słucha polskiej rozgłośni Radia Maryja. Pomimo, że słonce chyliło się ku zachodowi spieszyła się do lasu na grzyby. Nazajutrz jedliśmy te grzyby już zasmażone. Nastał dzień mojego wyjazdu - archeolodzy przystępują do opisów i archiwizacji. Wieczorem po spakowaniu bagażu i namiotu przyszedłem jeszcze raz na miejsce tej potwornej zbrodni i pomodliłem się. Wszystkie kości zostały pomyte i schły na rozłożonej plandece. Pomyślałem tyle ludzi tutaj leży a ile w tym dzieci, przed którymi powinien otworzyć się świat, jakie miejsce by zajęły w życiu, czego dokonali a tak ich życie szybko zgasło. Ale ich doczesne szczątki to nie tylko te kości, lecz również to miejsce – każdy pył ziemi nosi znamiona ich doczesnych rozłożonych szczątków. Odjeżdżałem z myślą, że zostaną godnie pochowane, przez myśl mi nie przeszło, że w swej ostatniej drodze jeszcze raz dosięgnie ich ręka spadkobierców ludobójców z UPA. Powracamy do Sokoła czekając na umówiony autokar przyglądam się opuszczonym i zaniedbanym gospodarstwom. Przecież ta wieś liczyła blisko 1000 osób. Przecież właśnie z Sokoła wyruszył oddział około 2000 bandytów z UPA, aby wymordować wieś Jankowce, Kąty, Zamostecze, Ostrówki, Wolę Ostrowiecką. Przecież oni tutaj mieli przychylność ludności miejscowej, to tutaj ciągnęły powozy ze zrabowanym dobytkiem. Tutaj goniony był zrabowany inwentarz żywy: konie, krowy, świnie… 

        Tutaj wszyscy bandyci pili, bawili się i cieszyli około tygodnia, że dokonali wielkiego dzieła wymordowania Lachów. A kiedy po około dwóch tygodniach miejscowa ludność doniosła bandytom, że z rozkładających się ciał ludzkich pod Sokołem zionie okropny fetor, to przymusili oni kilkunastu chłopów, aby wykopali dół a następnie bosakami pościągali tam ciała. Jest więc prawdą, że tak tego dokonano, ponieważ w grobie odnaleziono wiele łusek, które wraz z ciałami zostały ściągnięte. W posiadanych relacjach osób jest przekaz, że były to dwa usypane kopce, wobec tego szukano drugiego grobu. Analizując zapewnie wyglądało to tak, iż jednym kopcem był grób, natomiast drugi kopiec stanowiła ziemia z wykopu, ponieważ nie mieściła się na grobie, gdyż był dość wysoki. Przybyliśmy do wsi Sokół, chciałem konieczne porozmawiać z miejscowym mieszkańcem, którego napotkałem. Miał około 50-60 lat. Zadałem kilka pytań. Dlaczego tyle domów opuszczonych? Ile jest tutaj teraz mieszkańców? Panie, młodzi wyjechali – odpowiedział. Nie ma pracy, starzy poumierali, jest tutaj około 80 osób wszystko starcy – kontynuował.

 

        Powracam myślą do książki Ostatni Testament gdzie w relacjach są opisy jak pędzone kobiety poznają mieszkańców Sokoła. Stali z widłami, siekierami, kosami i szyderczo się śmiali. Kiedy pędzone ofiary nie chciały iść dalej to pod cmentarzem były rozstrzeliwane. Ukraińcy odwracali się od wczorajszych sąsiadów, kiedy ci szukając ostatniego ratunku powoływali się na najbliższe znajomości. Mam tutaj na myśli przemówienie kobiety na polance pod Sokołem, która błaga oprawców, aby ich pozabijano, lecz darowano życie dzieciom. Kiedy otrzymała odpowiedz negatywną to jedynie co mogła uczynić, wypowiedziała prorocze słowa, – że skoro nie darują życia dzieciom to niech oni będą przeklęci. Przyjeżdża autokar, opóźniony, bo zawiesił się na piaszczystych drogach. Ale dzięki temu mogłem przejrzeć się dokładnie jak obecnie wygląda wieś Sokół. Chwila przerwy dla kierowcy. Dzięki temu poruszenie w ospałej wsi, wykorzystuje to kobieta w wieku powyżej 80 lat i pyta: co to jest i gdzie my jedziemy? Odpowiadam, że wracamy z trupiego pola gdzie UPA wymordowała Polaków. Ona nie wie, o czym mówimy - brakiem pamięci zasłaniają się teraz, aby usprawiedliwić sumienie. Przejeżdżamy przez wieś Pułapy, mijając cerkiew ze złoconymi kopułami. Jest to już nowa cerkiew, ponieważ tamta została spalona – w walce oddziału „Korda” z 27 wołyńskiej dywizji AK z bandytami UPA. To właśnie na tamtej wieży cerkiewnej został umieszczony karabin maszynowy, który zabił wielu żołnierzy AK. Ogólnie w walce o Pułapy zginęło około 70 żołnierzy AK i właśnie w tamtej cerkwi pop święcił kosy, widły i siekiery bandytom z UPA, kiedy szli na Lachów.

       Przejeżdżając przez te wsie zionie pustką, biedą i upadkiem. Kilkunastu żulów pod miejscowym kioskiem sączy piwo, są wyraźnie podekscytowani tym, co tutaj szukamy. Opuszczamy miejsce gdzie dokonało się tyle tragedii, tyle łez wylanych. Pytam się w imię, czego w imię, jakich wartości? Jak okiem sięgnąć po horyzont, pola i łąki zarośnięte chaszczami i krzakami - nieuprawiana przez lata ziemia. A przecież dla każdego tutaj wystarczyłoby i pracy i chleba. Jeżeli bandy UPA dążyły do Wolej Ukrainy poprzez wymordowanie Polaków to czy tak obecnie ma wyglądać ta Wolna Ukraina? Ta tragedia niesie ogromną przestrogę dla przyszłych pokoleń a szczególnie dla odradzającego się na Ukrainie szowinizmu, że na krzywdzie ludzkiej jeszcze nikt nigdy nie zbudował i nie zbuduje swojego Szczęścia, Dobrobytu i Wolności.
Zdzisław Koguciuk


archeolog przedstawia zakres wykonanych prac


Do usunięcia pozostało jeszcze 40cm warstwy


Doczesne szczątki kobiet i dzieci po odkryciu połowy grobu


Kiedy wykop był głębszy, woda nadchodziła coraz intensywniej


Miejsce zbrodni dokładnie zalesiono


Obok miejsca grobu ciągle paliły się lampki jako znak naszej pamięci


Odpoczynek w załozonej bazie


Wolontariuszki przy oczyszczaniu doczesnych szczątków.