Niedawno minęła 40-ta rocznica zamordowania prezydenta Johna Kennedy'ego. W środkach masowego przekazu wiele mówiło się o teoriach konspiracyjnych. Mówiono o Oswaldzie, o kubańskiej mafii, o rosyjskim wywiadzie, o wojnie w Wietnamie itd. Jednak nikt nie odważył się powiedzieć, że w roku 1963 Stany Zjednoczone znalazły się w bardzo podobnej pozycji do tej dzisiejszej. Tuż przed śmiercią, J.F.Kennedy dowiedział się o czymś makabrycznym, o czym próbował poinformować Amerykanów.

12 listopada 1963 roku, przemawiając do studentów Uniwersytetu Columbia, Kennedy miał powiedzieć: Stanowisko prezydenta zostało użyte do zorganizowania spisku, który zniszczy wolność. Zanim opuszczę Biały Dom, muszę o tym poinformować amerykańskich obywateli. W dziesięć dni później został zamordowany.

 

Nieznane reformy
            Kennedy widział, że Stany Zjednoczone zostały porwane i wykorzystywane do zniewalania innych narodów, w imię bogacenia się małej grupy ludzi. Jednym z najpoważniejszych, choć głęboko ukrywanych problemów Ameryki, była jej ekonomia, a w zasadzie nazywany „ekonomią" system otwartego rabunku wspieranego aktami prawnymi.
           Kennedy, w przeciwieństwie do wielu amerykańskich prezydentów, był człowiekiem inteligentnym. Szybko zorientował się, że Stany Zjednoczone, wskutek machinacji finansowych, utraciły niepodległość i wiedział, że proces uzdrawiania Ameryki musi się rozpocząć od uzdrowienia jej finansów. Aby wytłumaczyć bliżej jak funkcjonował i nadal funkcjonuje twór, który nazywa się amerykańską ekonomią, proponujemy uważnie zastanowić się nad następującym opisem.

Kto tu zwariował?
            Wyobraźmy sobie wygodne życie, które znajduje się w zasięgu naszej ręki. Najpierw zdecydujmy, jaka kwota miesięcznie będzie nam wystarczała na prowadzenie takiego życia. Powiedzmy, iż wystarczy nam 12500 dolarów tygodniowo. Wszyscy Państwo zgodzicie się chyba, że można za to spokojnie i wygodnie żyć.
          Aby w pełni korzystać z życia, które za te pieniądze można kupić, życzymy sobie otrzymywać pieniądze codziennie. I tak, w poniedziałek, zasiadamy rano do biurka, wyjmujemy książeczkę czekową i wypisujemy czek na 2500 dolarów. Idziemy do sklepu. Kupujemy to, czego nam potrzeba, a resztę bierzemy w gotówce. Na tym kończy się nasza poniedziałkowa praca. Teraz możemy zająć się przyjemnościami.
           We wtorek rano, wyjmujemy książeczkę czekową i wypisujemy czek na 5000 dolarów. Idziemy do sklepu, zamieniamy go na gotówkę i wysyłamy 2500 dolarów do banku, dla pokrycia naszego poniedziałkowego długu. Reszta jest nasza i ponownie możemy się pogrążyć w słodkim nic nieróbstwie, po dniu „ciężkiej pracy". W środę rano wypisujemy czek na 7500 dolarów. Idziemy do sklepu, zamieniamy na gotówkę, wysyłamy 5000 do banku, a 2500, jak codziennie, wydajemy na nasze przyjemności. W sobotę i w niedzielę nie wypisujemy czeku, przecież nie możemy ciężko pracować w weekend? Czas na odpoczynek i używanie życia.
         Piękne życie, prawda? Każdy z nas tak by chciał. Najcięższą pracą jest wypisanie czeku i pofatygowanie się do sklepu, a potem już sielanka. Dlaczego więc nie możemy tak żyć? Ponieważ bank w pewnym momencie powie: „Kolego, znajdź sobie inną dojną krowę. Oddawaj forsę, bo jak nie to ci zamykamy kredyt". Ale zaraz, zaraz. Czy bank może tak zrobić? Nie! Bank musi trzymać otwarty kredyt, dokąd będziemy spłacali dług. A my przecież codziennie spłacamy dług z poprzedniego dnia. Więc kiedy ta sielanka może się skończyć? W momencie, gdy dojdziemy do limitu wysokości naszego kredytu.
          Ale zaraz, zaraz. Komputer bankowy, liczący napływające pieniądze jest całkowicie ogłupiały. Dlaczego? Ponieważ kilka dni musi upłynąć od momentu, kiedy wymienimy nasz czek na pieniądze w sklepie, do momentu, kiedy bank dostanie faktyczne pieniądze. Więc czas, po którym bank zorientuje się, że jest oszukiwany, znacznie się wydłuży.
          Sielanki dopełniłby mały, niewiele znaczący fakcik... - gdybyśmy posiadali możliwość regulowania wysokością naszego kredytu (podnosić go w nieskończoność). Wtedy dopiero moglibyśmy tę naszą „ciężką pracę" (wypisywanie czeków), przekazać, jako biznes rodzinny dzieciom.
          W ekonomii, to nasze wypisywanie czeków nazywa się „możliwością kreowania kredytu". Możliwość ta potrafi mylić wszystkich. Kasjer w sklepie wierzy, że posiadamy pieniądze na pokrycie naszego czeku. My, płacąc do banku udowadniamy, że posiadamy dobre intencje spłacenia naszego długu. Skoro nasze intencje są uczciwe, to bank też nie będzie miał do nas pretensji, a będzie zadowolony, że ma dobrego klienta, który obraca pieniędzmi. Na koncie zawsze będą pieniądze na pokrycie naszego czeku. Więc po co całą sprawę nagłaśniać? A poza tym, przecież tak działa całe państwo amerykańskie.
         Skarb Stanów Zjednoczonych sprzedaje ludziom swoje akcje skarbowe (treasury bills), zanim zbierze w podatkach pieniądze na ich pokrycie. Wielkie korporacje funkcjonują w taki sam sposób. Gdy przychodzi do zapłaty długu, korporacje te po prostu dokonują bankowego refinansowania. Podczas tego procesu część długu jest umarzana. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i wielkie biznesy, stosują te praktyki dzień po dniu. Kiedy czeki są za duże żeby można je było wymienić na gotówkę w jednym sklepie, do biznesu włącza się następny sklep, i następny, i następny i tak dalej...
         Skarb państwa, od 1971 roku, tworzy bezwartościowe papiery, nazywane „bondami". Następnie wymienia je w banku na gotówkę, wypisuje nowe i zastawia w banku, jako zabezpieczenie na te stare. Tyle, że te nowe bondy są coraz większe.
        Bankierzy, gdy zorientowali się, że w tym systemie są „nabijani w butelkę", zaczęli się bronić. Zaczęli kreować dolary - czyli papier bez pokrycia. Papier ten nie posiada w niczym żadnego zabezpieczenia, ani nie można za niego zapłacić. W ten sposób banki mogły kupować od nas, zwykłych obywateli, dając za naszą pracę kawałek bezwartościowego papieru. My nie możemy domagać się, by banki wykupiły ów bezwartościowy papier od nas, za coś rzeczywiście wartościowego, ale banki mogą domagać się byśmy natychmiast po wypisaniu czeku oddali jego równowartość. Taki system jest doskonały do momentu, kiedy nie zamknie się kredytu. Wtedy trzeba zacząć spłacać zaciągnięte długi.
        W międzyczasie, długi się kumulują. W naszym przykładzie, pod koniec roku musielibyśmy wypisywać dzienne czeki o wartości 620 tys. dolarów. Wypisując czeki i nic nie wnosząc do ekonomii, zabieralibyśmy codziennie z rynku, zupełnie za darmo, 2500 dolarów. W ten sposób, każdego dnia kreowalibyśmy sztuczne zapotrzebowanie na towary za 2500 dolarów. To z kolei spowodowałoby zachwianie równowagi ekonomicznej i w konsekwencji utratę wartości dolara. Czyli inflację.
         Normalna ekonomia powinna funkcjonować zupełnie odwrotnie. Zanim wypisalibyśmy czek, musielibyśmy mieć w banku pieniądze na jego pokrycie. Dlatego, stąd, dla gospodarki światowej, jest już tylko równia pochyła, prowadząca w przepaść.
        Poprzez wykreowanie sztucznego zapotrzebowania na produkty (pieniądze kredytowe) i zachwiania równowagi gospodarczej, zaczynamy negatywnie oddziaływać na wolny rynek. Za nieistniejące pieniądze kredytowe kupujemy towar, który nie powinien zostać wyprodukowany, lub; który należeć powinien do kogoś innego, (kto dysponuje prawdziwymi pieniędzmi). Aby zrównoważyć tę sytuację produkuje się dolary, które nie mają i nigdy nie będą posiadały żadnego pokrycia w towarze.
          W takiej sytuacji, produkcja jest skrzywiona poprzez sztuczne zapotrzebowanie. Jakbyśmy dolali wody do benzyny. Im większe jest sztuczne zapotrzebowanie, (woda) tym słabsza jest benzyna, której siła powinna być kształtowana w oparciu o zasadę wolnego rynku (popyt-podaż). Im benzyna jest słabsza, tym bardziej traci na wartości. Im bardziej traci na wartości, tym więcej musimy lać do baku i więcej musimy płacić. Tak samo z dolarami. Im są słabsze, tym więcej musimy ich wydać, by nabyć coś konkretnego. W ekonomii nazywa się to „zwyżką cen", a naprawdę powinno się nazywać „zmniejszeniem wartości dolara".
           W chwili, gdy na rynek wystawione zostaje coś, co nie posiada prawdziwej wartości, otwierają się nieskończone możliwości manipulacji i korupcji. Wolny rynek może być kontrolowany i podrabiany. Jedyną obroną wolnego rynku byłoby zastosowanie czegoś, co posiada realną wartość, jako odpowiednik wartości pieniądza. Tradycyjnie są to metale szlachetne. I tak, analiza ceny srebra informuje nas, że tylko w latach 1964 (rok po śmierci Kennedy'ego) do 1971, wolny ranek został podrobiony o 97%.
           Powróćmy jeszcze raz do naszego przykładu. Wiemy już, że pod koniec pierwszego roku naszego „nowego biznesu", musimy codziennie wypisywać czeki na 620 tys. dolarów. Okazuje się jednak, że w celach bezpieczeństwa sklep może przyjąć tylko czeki o wartości 20000 dolarów. Oznacza to, że pod koniec roku, aby prowadzić dalej nasz biznes, musimy korzystać z 31 sklepów. Liczba ta z dnia na dzień musi się zwiększać. W pierwszym roku wymienialiśmy czeki w 31 punktach. W następnym musieliśmy to robić w 62 punktach itd. Jak długo mogłoby to trwać, zanim okaże się, że założone przez nas 2500 dolarów naszego dziennego zysku nie wystarcza już na papier, na czeki i wynajem ludzi, którzy biegają po sklepach, by czeki puścić w obieg, a następnie do banku, by wpłacić pieniądze?
           Po dość krótkim czasie okaże się, że aby wyjąć nasze 2500 dolarów, musimy ponieść koszty w wysokości 180 tys. dolarów dziennie. Matematyka jest matematyką, ekonomia ekonomią i obie rządzą się twardymi zasadami.
          Czy teraz już widzimy, że taki system może prowadzić tylko w przepaść? Jeżeli cała ekonomia bazuje na kredycie, to może zrobić tylko jedno - zbankrutować! Tylko jak może zbankrutować światowa ekonomia?

Rozkaz prezydencki
          Widząc straszliwe niebezpieczeństwo, które dzisiaj się dopełnia, prezydent J. F. Kennedy, wykorzystując swe specjalne prezydenckie uprawnienia, uiścił rozkaz wykonawczy E.O. 11 110. Rozkazem tym prezydent starał się zwrócić Stany Zjednoczone, odebrane amerykańskim obywatelom.
         Każdy prezydent Stanów Zjednoczonych posiada możliwość wydania nadzwyczajnego rozkazu. Wydaje go w momencie, gdy istnieje realne zagrożenie i nie ma czasu, by uchwalić ustawę, która by to zagrożenie zmniejszyła, lub zażegnała.
         8 czerwca 1798 roku, prezydent George Washington napisał pismo do przedstawicieli rządu, w którym nakazał sporządzenie raportu: by mnie zadziwić pełnym, precyzyjnym i wyraźnym określeniem, co się dzieje na polu polityki Stanów Zjednoczonych na polu działania każdego przedstawiciela rządu. Pismo to stało się zaczątkiem czegoś, co obecnie znane jest, jako prezydencki rozkaz wykonawczy (Executive Order). Przodkami tego typu rozkazów były proklamacje prezydenckie i inne prezydenckie instrumenty, których zadaniem było nakazanie podjęcia bezpośredniej akcji.
        Rozkazy wykonawcze wykorzystują w pełni przywileje prezydenckie. Kierowane są do agencji i departamentów rządowych, albo uiszczane w sytuacji zagrożenia, kiedy nie ma czasu na uchwały parlamentu. Na przykład, prezydent Roosevelt wydał rozkaz wykonawczy (E.O. 9066) 19 lutego 1942 roku, który nakazywał internowanie obywateli amerykańskich japońskiego pochodzenia. Rozkazy wykonawcze charakteryzują się tym, że, na bazie konstytucji USA, muszą zostać wykonane.
        Jedynym rozkazem wykonawczym, który został całkowicie zignorowany, był rozkaz E.O. 11 110, wydany przez J. F. Kennedy'ego, 4 czerwca 1963 roku, a więc na kilka miesięcy przed zabójstwem.

Rozkaz wykonawczy E.O. 11 110
     
         Pierwszy powojenny, realny zamach na Amerykę przeprowadził prezydent Harry Truman w 1951 roku. Wydał rozkaz wykonawczy E.O. 10 289. W rozkazie czytamy: Sekretarz Skarbu jest tu i teraz odpowiedzialny za wykonywanie następujących opisanych poniżej funkcji prezydenckich bez aprobaty, zatwierdzenia, ratyfikacji, czy innej akcji prezydenta. Następnie rozkaz wymienia i opisuje wszystkie te funkcje. Wynika z nich, że od tego momentu Sekretarz Skarbu może i powinien wykonywać zadania bez kłopotania nimi prezydenta. Zadania te dotyczą polityki ekonomicznej i monetarnej. Oznacza to, że całą władzę nad ekonomią USA i ich systemem monetarnym oddano w ręce elity finansowej. Elita ta mogła rządzić bez powiadamiania o swych krokach prezydenta USA, nie mówiąc już o takim „drobiazgu", jak parlament. Całą władzę nad finansami przejęła organizacja zwana „Federalny Bank Rezerw" (Federal Reserve Bank - FRB).
         Prezydent Kennedy zorientował się, czym grozi taka sytuacja. Chcąc ratować resztki ekonomii i wykupywanej własności Stanów Zjednoczonych, uiścił E.O. 11 110. W zasadzie była to poprawka do E.O. 10 289 Trumana, ale wywracała ona całą elitę finansową. Kennedy rozkazał, by Skarb USA wypuścił certyfikat na posiadane srebro. Na każdą posiadaną uncję srebra musiałby być wystawiony  rachunek. Tylko takiego rachunku można by było używać jako pieniądza. Innymi słowy, wyprodukowano by tylko taką ilość dolarów, jaka miałaby pokrycie w srebrze. Kontrola tej produkcji znajdowałyby się w rękach rządu. Kennedy zdecydował się na srebro, zamiast złota, ponieważ rynek srebra jest dużo trudniej kontrolować, a tym samym trudniej go podrobić. Kennedy postanowił wypuścić w obieg 4,3 miliarda dolarów, powstałych w oparciu o realną wartość posiadanego srebra, w oparciu o skarb państwa, a nie FRB (kredyty).
        Ten ruch natychmiast wyrzuciłby z biznesu organizacje finansowe, oczyściłby giełdę ze spekulantów i zmusił do zawieszenia spekulacyjnej działalności FRB. Ukrywa się fakt, że tego samego dnia, kiedy Kennedy podpisał E.O. 11 110, podpisał również ustawę o zmianie rewersu amerykańskiego dolara, na złoty. Ustawa dotyczyła pieniędzy o nominale 1 i 2 dolary. Do dzisiaj są w Stanach Zjednoczonych osoby, które posiadają takie pieniądze. Po zabójstwie Kennedy'ego natychmiast wycofano je z użycia. Najwyraźniej E.O. 11110 był tylko pierwszym krokiem prezydenta do całkowitego uzdrowienia amerykańskiej ekonomii i wydarcia jej z rąk międzynarodowej finansjery.

Jesteście oszukiwani
         Przeciętny Amerykanin myśli, że Federalny Bank Rezerw jest urzędem rządu amerykańskiego. Nic bardziej mylnego! FRB jest monopolistyczną prywatną organizacją, która żeruje na rządzie USA i na amerykańskich obywatelach. Korzyści w tym układzie odnoszą tylko amerykańscy i zagraniczni członkowie wielkiej finansjery, posługującej się ułudą pieniędzy, a faktycznie działającej na nieograniczonych kredytach. W ten sposób kontroluje się „demokratyczne" wybory na wszystkich szczeblach, oraz parlamenty i ustawy prawne. Naczelnym zadaniem mediów jest takie przedstawianie współczesnego świata, aby w żadnym wypadku nie dotknąć tych schematów - byście Państwo nie zaczęli rozumieć, że to Wy za to wszystko płacicie, podczas gdy ktoś inny siedzi i wypisuje czeki.
          W aktach Biblioteki Kongresu USA, znajduje się bardzo ostra wypowiedź Louisa McFaddena, szefa kongresowej komisji bankowej. 10 czerwca 1932 roku tak przedstawił zaistniałą sytuację:
           Panie Marszałku! Posiadamy w naszym kraju jedną z najbardziej skorumpowanych instytucji, jaka kiedykolwiek istniała na świecie. Mówię o Federalnych Bankach Rezerw. Banki te... wyciągnęły od rządu Stanów Zjednoczonych i obywateli USA wystarczającą ilość pieniędzy, byśmy spłacili nasze narodowe zadłużenie... spłacili po kilka razy. Te diabelskie instytucje doprowadziły mieszkańców Stanów Zjednoczonych do życia w biedzie i ruiny, doprowadziły same siebie do bankructwa i praktycznie doprowadziły do bankructwa rząd Stanów Zjednoczonych. Stało się to poprzez administrowanie prawem... i przez skorumpowane działania spragnionych pieniędzy sępów, które je kontrolują.
           Siła elit finansowych w USA jest prawie nie do pomyślenia. Rząd dał pozwolenie elitom na drukowanie pieniędzy, które elity te następnie pożyczają z powrotem rządowi na całkiem pokaźny procent. Rząd używa podatków, by pokryć ten procent. Czyje więc są Stany Zjednoczone? Czy tych, którzy za to płacą (zwykli obywatele)? Czy tych, którzy pośredniczą w wymianie pieniędzy (rząd)? Czy może tych, którzy pieniądze produkują i pożyczają (...wypełnij sam...)?
           Kennedy przewidywał, że tak się stanie. Próbował temu zapobiec, więc musiał zostać usunięty. Oto cała teoria konspiracyjna. Reszta (mafia, wywiady, wojny itd.) to są tylko pochodne.
(Info nurt, styczeń 2004)