Dnia 9. sierpnia 2014 roku, w krakowskim Grand Hotelu doszło do „wiekopomnego” wydarzenia. Otóż jak radośnie donosi wszystkim szeroko znana z obiektywizmu i rzetelności gazeta, dwóch pederastów urządziło sobie tamże przyjęcie weselne. Co prawda wyraz „ślub” użyty w nagłówku rzeczonego artykułu może nieco zmylić czytelników, gdyż w  Polsce póki co (i oby tak zostało), tak zwane pary homoseksualne związku małżeńskiego zawrzeć nie mogą, ale kto by tam czepiał się takich szczegółów.

 

Panowie ci jedynie zmienili swoje nazwiska na dwuczłonowe, gdyż jak stwierdził jeden z nich „facet powinien pozostać przy swoim” a ponieważ obaj uważają się za facetów a w dodatku konserwatystów, przyjęli jako drugi człon nazwisko partnera. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że w załatwieniu niezbędnych formalności, bardzo im pomogła  i doradziła, jakaś nieco zaskoczona ale uczynna pani ze stosownego urzędu. Dodatkowo szczęśliwa „para” spisała akt notarialny, w którym każda ze stron upoważniła się wzajemnie do dysponowania całym swoim majątkiem. I to by było na tyle jeśli chodzi o ten żałosny spektakl. Informacje na temat obrączek oraz tego, kto kogo przenosił przez próg mieszkania w starej, krakowskiej kamienicy jakoś umknęły mojej uwadze, niemniej jednak w świat poszła wieść, że oto Polska wychodzi z zaścianka Europy, gdyż i tu nareszcie, w majestacie prawa, dwóch wesołków „wzięło ślub”.

W liście sprzed roku napisanym przez jednego ze „szczęśliwych nowożeńców” do redakcji polskojęzycznej gazety dla polskich gojów (proszę nie mylić z gejami) znajdziemy wiele górnolotnych słów takich jak: rodzina, tradycja, ojczyzna, patriotyzm, wolność, niepodległość czy  solidarność. O ile orientacja seksualna, czy też, nazwijmy rzecz po imieniu, dewiacja, być może nie wpływa na poziom i jakość uczuć patriotycznych (choć w razie draki, podczas szturmu na pozycje wroga osobiście nie życzyłbym sobie, by ktoś taki ubezpieczał moje tyły) o tyle rodzina i tradycja w wersji homo, jakoś do mnie i myślę, że nie tylko do mnie, nie przemawia. Jeśli chodzi o rodzinę, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć iż nieszczęśnikom pokroju architektów z Krakowa, chodzi między innymi o możliwość adopcji dzieci. Co prawda akurat o tym nie wspomnieli ani słowem lecz wielce ubolewają nad ułomnością polskiego prawa w kwestii, ich zdaniem dyskryminacji homo- związków, co każe przypuszczać, że rodzina, rodziną, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie, że sparafrazuję w tym miejscu nieśmiertelne słowa matki Pawlaka - głównego bohatera kultowego filmu, rodzimej produkcji,z bardzo minionych lat.

W kontekście tej tragikomicznej historii, o wiele większy problem mam jednak z szeroko rozumianym przez homo-środowisko pojęciem tradycji. Od jakiegoś czasu łamię sobie nad tym głowę i nijak wydumać nie potrafię, jakież to tradycje LGBT ma nasza niegdyś potężna i dumna zaś obecnie zniewolona i sponiewierana Ojczyzna? Każdy rozsądny człowiek zakrzyknie w tym miejscu: Jak to jakie? Żadnych! I rzecz jasna, będzie miał rację. Mnie jednakowoż, ma wrodzona dociekliwość, każe się nieco w ten temat zagłębić. Bohaterowie krakowskiego widowiska dla mas, rozświetlają nieco sami mroki mej niewiedzy. Ich dyrdymały na temat „bardzo tradycyjnego przyjęcia, z didżejem i tortem”(tradycyjnego  gdzie-w USA?) na około 70 osób, wśród których „byli ludzie różnych orientacji, poglądów politycznych i religijnych, także wyborcy prawicy i gorliwi katolicy”(do kompletu zabrakło tylko księdza i kogoś od Palikota) sugerują, iż ci osobnicy mają w kwestii tradycji, delikatnie mówiąc, prymitywny światopogląd. Odnośnie przyjęcia w Grand Hotelu, szczególnie rozbawiła mnie wzmianka o tym, że „nowożeńcy” zrezygnowali jedynie z oczepin. Szkoda to wielka i strata niepowetowana dla potomnych. Byłoby o czym kiedyś opowiadać wnukom a przy okazji dowiedzielibyśmy się, kto jest kim w tym związku. No chyba, że w ramach równouprawnienia, czepce byłyby dwa.


No ale żarty żartami a sprawa  jest poważna. Zaś uśpiony i ogłupiony naród zdaje się nie dostrzegać, że plaga LGBT rozlewa się w naszym kraju coraz szerzej. Właśnie stworzono precedens, którego celem jest nic innego jak kolejna próba zaistnienia w opinii publicznej tematu rzekomej dyskryminacji biednych gejów, którzy się tyle musieli nakombinować i nachodzić a i co nieco wykosztować, by stworzyć choć pozory legalności swego związku. Im zaś oczywiście do pełni szczęścia konieczna jest prawna legalizacja takich związków i a jakże, zrównanie ze związkami, nie cierpię tego słowa, hetero, czyli co jest dla większości, mam nadzieję oczywiste, postawienie znaku równości pomiędzy zboczonymi praktykami wszelkiej maści dewiantów a normalnymi, zdrowymi na umyśle ludźmi.  Ogłupiony i uśpiony naród, mój naród śpi i nie dostrzega albo i dostrzec nie chce, że agresywna mniejszość próbuje narzucić swoje chore zasady zdecydowanej większości, mało tego, że to właśnie ta większość jest w Polsce traktowana niczym obywatele drugiej kategorii. Każdemu, kto sądzi iż przesadzam, proponuję krótki test. Otóż para zdecydowanie negatywnych bohaterów niniejszego artykułu, zapragnęła podzielić się swym szczęściem z całym światem.  W tym celu założyła publiczny profil( którego nazwy z szacunku dla czytelników tutaj nie przytoczę- kto zechce, ten znajdzie) na fejsbuku. Spróbujcie tam napisać jakiś niepochlebny komentarz lub wyrazić swoją opinię; gwarantuję, że zostanie skasowana w mgnieniu oka. I pół biedy jeśli na tym się skończy. Mój dobry znajomy, w ramach przeciwwagi stworzył kilka dni temu profil o nazwie: NIE dla gejowskich małżeństw w Polsce. Nie minęły dwadzieścia cztery godziny, a zdjęcia które na nim zamieścił, zniknęły. Na jego zapytanie dlaczego, administracja FB odrzekła, iż sieje mowę nienawiści i delikatnie dała mu do zrozumienia, że jeżeli dalej będzie fikał, to nie tylko zablokują mu ten profil ale również jego konto osobiste. I to by było na tyle w temacie wolności słowa na portalu M. Zuckerberg'a.

Na okoliczność homo-party w Krakowie o tym jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii zlikwidowania rzekomej dyskryminacji środowiks LGBT, wypowiedziała się także niejaka Mirka Makuchowska, wiceprezes Kampanii Przeciw Homofobii. Pani Mirka wielce ubolewa m.in. nad faktem, że w homo- związkach, partner nie może dziedziczyć renty lub emerytury  po swym zmarłym kochanku czy też zalegalizować pobytu w Polsce partnera pochodzącego z kraju nie będącego członkiem UE. Środowiska LGBT do niedawna pokładały także wielkie nadzieje w osobie innej pani, pełnomocniczce rządu ds. równego traktowania prof. Małgorzacie Fuszarze. Pani profesor jakiś czas temu ostudziła jednak ich zapędy, stwierdzają na falach radia TOK FM, że niestety będzie trzeba poczekać na, jak się wyraziła, „bardziej sprzyjający parlament”. Wyrażę w tym miejscu nadzieję, że pani profesor na taki parlament jeszcze sobie długo poczeka, nadzieję tym bardziej zasadną, iż nawet pan poseł Biedroń, wielce rozczarowany taką postawą pani rzecznik stwierdził, że czekając nie doczekają się nigdy. Brawo panie pośle- tak trzymać- czekajcie dalej. My zwolennicy zdrowych norm moralnych i etycznych w społeczeństwie, czekać nie zamierzamy. I przyjdzie czas że unicestwimy  zarazę LGBT toczącą niczym nowotwór nasz kraj  bo prawda stoi po naszej stronie. Bo jedynie związek pomiędzy mężczyzną i kobietą jest w stanie powołać do życia nowe istnienie a wasze chore środowisko stać jedynie na tworzenie ordynarnych i prymitywnych a dodatkowo sprzecznych z naturą, imitacji takich związków, czego najnowszym przykładem jest rozdmuchana przez media do granic ludzkiej przyzwoitości historia dwóch krakowskich pederastów, którzy zapragnęli urządzić sobie wesele.

Ubolewam jedynie nad faktem, że dożyliśmy czasów w których, fundamentalne, obowiązujące przez wieki prawdy, tak oczywiste, że ani przez myśl nikomu nie przeszło, by nad nim deliberować, nagle zostały nie tylko zakwestionowane ale wręcz stały się celem ataków i szykan. A jakakolwiek publiczna krytyka tego, jak by nie patrzeć, marginalnego w każdym społeczeństwie środowiska urosła do rangi odwagi cywilnej, gdyż wiąże się z natychmiastowym oskarżeniem o faszyzm i homofobię.

Mariusz Jakubowski