Na facebooku trwają spory z okazji rocznicy zakończenia II Wojny Światowej. Pytanie brzmi: Polska wygrała czy przegrała II Wojnę Światową? Moim zdaniem na to pytanie nie da się odpowiedzieć tak zupełnie jednoznacznie. Formalnie, oczywiście, Polska była po stronie zwycięzców. Nasze armie zdobywały Berlin, biły się na wszystkich frontach itd. Mimo że byliśmy czwartą armią koalicji antyniemieckiej, to nie zostaliśmy jednak dopuszczeni do "wielkiej czwórki", gdy takich Francuzów (oczywiście tylko tych od uzurpatora Ch. de Gaulle'a) dopuszczono. Czyli byliśmy wśród zwycięzców, ale o naszym losie zadecydowano bez naszego udziału.


W praktyce, w wyniku II Wojny Światowej, znaleźliśmy się w obozie sowieckim. Polska Ludowa była ideologicznym potworkiem, zamordowano tu przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy najlepszych polskich patriotów; rządzili nami mianowani przez Moskwę sekretarze generalni. Było to oczywiście nadal Państwo Polskie (bo jeśli Państwo Polskie nie leży nad Wisłą to gdzie? w Londynie?), ale nie było to takie państwo jakiego byśmy chcieli i o jakie walczyliśmy. Nie o taką Polskę walczyli żołnierze AK czy NSZ.


Można wreszcie na to pytanie odpowiedzieć porównując Polskę z sierpnia 1939 i maja 1945 roku.

Ta pierwsza była krajem rządzonym przez sanacyjnych głupków, ale była jednak państwem suwerennym. Ta druga była była rządzona przez jeszcze gorszych głupców i miała status autonomiczny w bloku sowieckim.


Przesłankę trzecią uważam za rozstrzygającą: wojnę przegraliśmy, choć nie byliśmy po stronie przegranych państw. Gdybyśmy byli, to pewnie mielibyśmy Polskę z granicami z 1939 roku pomniejszoną o Kresy, czyli o Wilno i Lwów, a więc terytorialnie zbliżoną do Kongresówki. Dzięki temu, że byliśmy w obozie "zwycięskim" dostaliśmy rekompensatę za Wilno i Lwów w postaci Gdańska i Wrocławia. Lepszy PRL niż brak państwa; lepszy PRL z Wrocławiem i Gdańskiem niż bez...

Adam Wielomski