Scena okrągłostołowa zagęszcza się, ale bynajmniej nie przez dopuszczanie do dyskursu i władzy nowych sił politycznych spoza układu, ale pączkowanie już istniejących partii-nowotworów. Prawo i Sprawiedliwość zakwitło najpierw raczej wątpliwą różą Polska Jest Najważniejsza, z kolei oderwali się od PiS-u "ziobryści" z Solidarnej Polski. Platforma Obywatelska wydzieliła z siebie tzw. Ruch Palikota, trudno tu o komentarze, pozbawione słów uważanych za obelżywe. SLD łączył się, dzielił, zakładał klubiki, teraz to margines marginesu lewicy liberalnej.


Tak więc mamy sejmowe szachy, lecz rozdrobnione i zamiast gry w szachy, tłum partyjny, aby się przy szachownicy zmieścić, pełni rolę pionków do warcabów. Chaos jest ogromny - szlachetna gra króla i jego świty, zmieniła się w zadymioną świetlicę, gdzie spoceni faceci grają w ping-ponga lub wymienione warcaby. Ile jeszcze będą nabierać "wyborców", iż prowadzą szlachetną szermierkę szachową, gdy w rzeczywistości tłuką na wszystkich stolikach w warcaby, rozrywkę raczej gminu - nie monarchów.

To jest oczywiście skrajnie szkodliwe, ponieważ szachy to szachy, a warcaby to warcaby, trudno je pogodzić. Z chaosu wychodzą pokraczne ustawy gdzie pionki mieszają się z figurami szachowymi, których jest garstka. Demokratyczne warcaby sprowadzają do parteru wszelkie ratujące kraj i naród czyny, rządzi wciskanie się wszędzie pionków do warcabów, bo przecież wybory coraz bliżej i trzeba zaklepać sobie miejsce na liście.

Tę partię szacho-warcabów teoretycznie prowadzą Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Teoretycznie, albowiem reprezentują "ideologię" klientelizmu - Tusk nakierowaną  na Niemcy i resztę Unii Europejskiej, Kaczyński oczywiście na skrajnie rusofobiczne i syjonistyczne Stany Zjednoczone.
Dodatkowo gracze tracą ciągle kontrolę nad wydarzeniami na polu zmagań, podrzucają im pionki do warcabów między szachowe i jest to chaos totalny. Otwarcie smoleńskie, powoli traci impet, roszada PO z powstrzymaniem kryzysu z wyżebraną z UE i prywatyzacji kasą, przynosi efekty odwrotne do zamierzonych. Kołdra jest za krótka. Mamy więc sytuację patową.

Tusk, przy całej do niego niechęci, to jakaś stabilizacja, kulawa, bo kulawa, realizm w kwestii rosyjskiej. Kaczyński z sojusznikami dolewają do i tak buchającej zupy nowe konflikty wewnętrzne plus insurekcyjne pokrzykiwania - co grozi przewrotką na dobre.

Robert Larkowski